Archiwum dlagrudzień, 2007

Święta ponoć idą… znowu komercha :/

Wnerwia mnie to każdego roku bardziej – po 1 listopada choinki, mikołaje, bombki i inne pierdółki świąteczne wjeżdżają do sklepów. To jest chore. Piękne rodzinne święta, które mają wiele magii w sobie zostały podporządkowane wyłącznie komercji, marketingowi, szale zakupów i wydawania. A przecież nie o to chodzi. Ludzie już chyba zapomnieli, że najważniejsze w tych świętach jest to, by spotkać się wspólnie z rodziną, złożyć życzenia łamiąc się opłatkiem, pobyć wreszcie razem i sobą nacieszyć, bo w końcu często nie mamy czasu się spotkać. Już  ogóle pomijam fakt, że w końcu to jest Boże Narodzenie, zatem jakby na to nie patrzeć, święto religijne, ale już chyba nawet Ci, którzy mówią o sobie jako o wierzących, powoli o tym zapominają… smutne. Jest tylko szał, co komu kupić a sprzedawcy to wykorzystują, albo wręcz to oni to nakręcają. Nie ważne. Na blogu koleżanki wpisała się jakaś dziewczyna. Napisała, że przecież to nawet fajne jest, to szukanie prezentów i obdarowywanie się i że powinniśmy się poddać ‘magii świąt’. Jeżeli ona nazywa coś takiego magią świąt, to ja przepraszam, ale ja w to nie wchodzę. Poza tym wtedy właśnie kupujemy jakieś pierdoły, które nikomu się nie przydają i wydajemy kupę kasy na to, niepotrzebnie. Lepiej kupić coś, co się spodoba, przyda, ktoś się ucieszy. Jasne, fajnie jest dostawać prezenty, dużo prezentów, najlepiej drogich, ale połowa z nich jest nieużyteczna. Ja wolę się umówić, co komu kupić i co mnie kupić, żeby to miało jakieś ręce i nogi, i żeby się każdemu podobało i żeby nie wrzucił tego w kąt, bo niepotrzebne. I mi jest przykro i im w przeciwnym razie – kupującemu dlatego, że kupił coś niepotrzebnego, choć chciał dobrze a obdarowanemu… no cóż, głupio mu, że dostał coś niepotrzebnego, co najchętniej rzuciłby w kąt, albo zmusza się by to używać, choć nie chce.

Na rodziców pomysł mam… O mało mi go nie zabrali. Gorzej już jest z dziadkami. I siostrami ciotecznymi, których nie cierpię….

I… hmmm, może mi coś podpowiesz?;) w czwartek na przykład ;)

Zima?

Zdawałoby się, że zima. Śnieg, zimno… ale nie, teraz to już plucha i pada deszcz… pada i bębni mi nad głową w okno dachowe. Taka jesienna zima, lub zimowa jesień, jak kto woli. Wszystko takie zmienne i kruche się wydaje. Wszelkie postanowienia, niemalże pewniki, wszystko poddaje w wątpliwość. Wszystko przez tą pogodę. Nie nastraja chyba nikogo. W poniedziałek klasówka z fizyki, Kuligowa wkurzona na nas, że jej nie znosimy choć mamy powody ku temu, psor gadająca żaba też ma dosyć naszego lenistwa, bo my coś wiemy, ale nie chce nam się mówić. I to co wczoraj cieszyło, już dzisiaj ani parzy ani ziębi…

…głupia pogoda…

…i ten stan przejściowy :(