Święta ponoć idą… znowu komercha :/
Wnerwia mnie to każdego roku bardziej - po 1 listopada choinki, mikołaje, bombki i inne pierdółki świąteczne wjeżdżają do sklepów. To jest chore. Piękne rodzinne święta, które mają wiele magii w sobie zostały podporządkowane wyłącznie komercji, marketingowi, szale zakupów i wydawania. A przecież nie o to chodzi. Ludzie już chyba zapomnieli, że najważniejsze w tych świętach jest to, by spotkać się wspólnie z rodziną, złożyć życzenia łamiąc się opłatkiem, pobyć wreszcie razem i sobą nacieszyć, bo w końcu często nie mamy czasu się spotkać. Już ogóle pomijam fakt, że w końcu to jest Boże Narodzenie, zatem jakby na to nie patrzeć, święto religijne, ale już chyba nawet Ci, którzy mówią o sobie jako o wierzących, powoli o tym zapominają… smutne. Jest tylko szał, co komu kupić a sprzedawcy to wykorzystują, albo wręcz to oni to nakręcają. Nie ważne. Na blogu koleżanki wpisała się jakaś dziewczyna. Napisała, że przecież to nawet fajne jest, to szukanie prezentów i obdarowywanie się i że powinniśmy się poddać ‘magii świąt’. Jeżeli ona nazywa coś takiego magią świąt, to ja przepraszam, ale ja w to nie wchodzę. Poza tym wtedy właśnie kupujemy jakieś pierdoły, które nikomu się nie przydają i wydajemy kupę kasy na to, niepotrzebnie. Lepiej kupić coś, co się spodoba, przyda, ktoś się ucieszy. Jasne, fajnie jest dostawać prezenty, dużo prezentów, najlepiej drogich, ale połowa z nich jest nieużyteczna. Ja wolę się umówić, co komu kupić i co mnie kupić, żeby to miało jakieś ręce i nogi, i żeby się każdemu podobało i żeby nie wrzucił tego w kąt, bo niepotrzebne. I mi jest przykro i im w przeciwnym razie - kupującemu dlatego, że kupił coś niepotrzebnego, choć chciał dobrze a obdarowanemu… no cóż, głupio mu, że dostał coś niepotrzebnego, co najchętniej rzuciłby w kąt, albo zmusza się by to używać, choć nie chce.
Na rodziców pomysł mam… O mało mi go nie zabrali. Gorzej już jest z dziadkami. I siostrami ciotecznymi, których nie cierpię….
I… hmmm, może mi coś podpowiesz?;) w czwartek na przykład ;)
